tak już ten świat jest skonstruowany, że potrafi zaskakiwać. tak oto proszę państwa wychodzę za mąż nabywszy sukienkę od ewy. dzięki ewa.
ślubna gorączka dopadła mnie od razu i mój Bogu ducha winny przyszły współmałżonek zmuszony był szukać, oglądać, oceniać, odrzucać i znowu szukać, przeglądać, wybierać lokale, zespoły, fotografów oraz inne atrakcje związane z tym "jedynym dniem". pragnę przy okazji zauważyć, że większość sal nie jest warta swojej ceny, większość zespołów powinna nie istnieć dla dobra siebie i ojczyzny a większość (przynajmniej w moim mieście) fotografów ślubnych ma sprzęt gorszy od mojego nikona d60 (jeśli można) lub lepszy, ale nie potrafi się nim posługiwać (bardziej prawdopodobne). w każdym razie ja bym nie brała/dała 1200pln za zdjęcie "profesjonalne" zrobione kitem (kitowym obiektywem, np. 18-55).
rodzina oczywiście z radością przyjęła wiadomość o darmowej, no żeby nie mówić kolokwialnie, uroczystości (miałam na myśli wyżerkę). no ale jednak - rodzina biegusiem jęła mnie informować gdzie jest piękny ogród pełen krasnalków ogrodowych, fontann, oczek wodnych, mosteczków i innych niebezpiecznych dla życia przedmiotów absolutnie niezbędnych do sesji ślubnych a także mile widzianych w ogrodach na zapleczu lokalu. dowiedziałam się również, gdzie ma blisko ciocia jadzia, a gdzie smakowało wujkowi zenkowi. wszyscy się cieszą z nadchodzącej imprezki. i mnie dopadła depresja. nie, nie dopadły mnie wątpliwości, wahania uczuć czy tym podobne bzdury. zastanawiam się nad cichym, skromnym ślubem bez świadków. no, może tylko ze świadkami. ale bez reszty wspaniałomyślnej rodziny. gdzieś daleko...no ale przeciez w kościele, bo inaczej babcia się obrazi.
4
niech szlag trafi tp.pl i jej niewyksztalconych telemarketerów. bardzo wredni ludzie. mysle, ze znalezli ta prace przez pup.
1
skoro pierwszą połowę wakacji poświęciłam na wpędzanie się w depresję, drugą postanowiłam poświęcić na wychodzenie z niej. starałam się to zrobić po męsku, ponieważ mój mężczyzna mi w tym nie pomagał, usiłowałam sama nim być. wszak każda kobieta jest świadoma tego, że lepiej być facetem. biało - różowa naklejka firmy odzieżowej z napisem "dzięki bogu jestem kobietą" została wyrzucona na śmietnik. bo niby za co ja mam dziękować? tu wspominam kasię nosowską i manuelę gretkowską. szczególnie tę drugą, na akademii sztuk przepięknych.
moje załamanie pogłębił znacznie film polski pod tytułem "jak żyć". otóż to bardzo trafne pytanie. pytanie, wręcz - miesiąca. chyba każdy człowiek miał sen wariata o tym, że robi film o sobie, proszę nie bądźmy tacy skromni. ten człowiek ów sen urzeczywistnił i efekt chyba został zamierzony - jest to smutny, wręcz depresyjny film, na którym nie ma się ochoty trzymać swojego faceta za rękę. oczywiście są jednostki, które ten film uspał i rozumiem je serdecznie.
nie pamiętam już kiedy ostatnio byłam na jakiejś imprezie dla tych milszych dziewczynek. ze starych hipchopów towarzyszy mi jedynie ciągle choć przerywalnie fisz, gdzieś tam ciągle pozostaje jakaś sympatia a i męska muzyka chyba przez woodstockowy koncert jest całkiem przyjazna.

i to by było na tyle. nadal studiuję (dostałam się!) i - nadal szukam pracy moich marzeń, ale chyba zwierzęca natura bierze górę nad ambicjami, no cóż, taka niemęska filozofia sportu.
0


2011:05: 04: 03: 02: 01: 2010:12: 11: 10: 09: 08: 07: 06: 05: 04: 03: 02: 01: 2009:12: 11: 10: 09: 08: 07: 06: 05: 04: 03: 02: 01: 2008:12: 11: 10: 09: 08: 07: 06: 05: 04: 03: 02: 01: 2007:12: 11: 10: 09: 08: 07: 06: 05: 04: 03: 02: 01: 2006:12: 11: 10: 09: 08: 07: 06: 05: 04: 03: 02: 01: 2005:12: